Kolarstwo to sport dla twardzieli

Czytając o nieszczęśliwym wypadku kolarza grupy Astana podczas etapu wyścigu Paris-Nice, przypomniały mi sie czasy mojej “jazdy” w zawodowym peletonie. Podczas jednego z górskich etapów Danill Fominykh wypadł przez barierkę ochronną do głębokiego wąwozu łamiąc kilka kręgów.

We wczesnych latach swojej kariery zawodowej byłam managerem zawodowej grupy kolarskiej. Wtedy tylko 2 kobiety na świecie pełniły taką rolę. W praktyce zajmowałam się całą logistyką grupy związanej z transportem, zakupami, kontaktami z mediami, a nawet księgowością.

Wyścig Paris – Nice jest mi szczególnie bliski. To pierwsze wielkie kolarstwo, z jakim miałam do czynienia. Końcowa część trasy to góry. Wtedy przekonałam się, że kolarstwo to niebezpieczny sport, a kolarze to kamikadze.

Podczas jednego z ostatnich górskich etapów prowadziłam naszego busa, którym to miałam odebrać kolarzy z mety. Meta była w Tulonie, na górze Faron. 584m wysokości. Może i nie najwyższa, ale wznosi się tuż przy morzu. Czyli prawie 600 m pod górę. W 1989 roku na szczyt można było się dostać przez stromą, wąską, jednokierunkową drogę, prowadzącą z zachodu na wschód.

Droga jest jedną z najtrudniejszych nie tylko dla kolarzy, ale i dla samochodów. Tym bardziej dla mało zwrotnego długiego busa. Ale ja nie miałam o tym zielonego pojęcia. Miałam natomiast lęk wysokości. To była moja najdłuższa i najstraszniejsza podróż za kierownicą. Z jednej strony przepaść, od czasu do czasu na zboczach wraki samochodów, z drugiej ściana. Dodajmy do tego rzesze fanów wzdłuż trasy, kolarzy amatorów próbujących zygzakiem pokonać trasę i 180 stopniowe zakręty, które musiałam brać na kilka razy.

Mont Faron 1

Źródło: Google Street View

W takich górskich etapach kolarze są tak wyczerpani, ze podświadomie po przekroczeniu linii mety przestają pedałować, a nogi mają jak z waty. Dlatego na mecie ustawia się obsługa i „łapie” kolarzy. Tym razem na szczycie góry po wyjściu samochodu ja miałam miękkie nogi i cała się trzęsłam. To było dla mnie wielkie przeżycie. Drogę powrotną odbyłam jako pasażer. Ciekawość zobaczenia tego, co wyprawiają kolarze pędząc z szybkością kilkudziesięciu kilometrów w dół była silniejsza niż mój lęk wysokości.

Kolarstwo to bardzo niebezpieczny sport, stłuczenia, obtarcia, złamania są na porządku dziennym. Nie dziwi więc wypadek Danilla Fominykha. Jednak w zawodowym peletonie coraz częściej słychać głosy sprzeciwu wobec coraz bardziej ciężkich i niebezpiecznych tras. W 2015 roku odwołano jeden etap Tour of Oman, ponieważ ekipy zbuntowały się jeździe w burzy piaskowej i w temperaturze powyżej 40 stopni C. Protestowano również w czasie Vuelta a Espana czy Tour de France.

Z górami za kierownicą czasem się oswoiłam (czasami zaczynałam podjazd w upale a kończyłam przy opadach śniegu i mrozie). Ale nigdy nie oswoiłam się z widokiem kolarza pędzącego między samochodami ekip po górskich serpentynach w czasie deszczu. To zawsze pozostanie dla mnie szczytem (jakby się teraz powiedziało) hard core’u.



Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

zamknij