Koniec z ASAP-ami.

Koniec z ASAP-ami.

Artykuł ukazał sie w portalu PublicRelations.pl

Firmy mogą zautomatyzować… zarządzanie marketingiem.

Zwykle automatyzacja marketingu kojarzy nam się z wprowadzeniem różnych aplikacji usprawniających kontakty z klientami i wspierających sprzedaż (jak SalesManago czy Ipresso). Tymczasem firmy mogą zautomatyzować… zarządzanie marketingiem.

Gdy czytam o funkcjonalnościach systemów do zarządzania marketingiem, na myśl przychodzą mi czasy, gdy byłam odpowiedzialna za promocję 5 marek, dużych marek…

15 lat temu….

Wtedy większość czasu spędzałam na spotkaniach z brand managerami, omawiając projekty, współpracę z agencjami, akceptując budżety czy egzekwując świadczenia. Pozostała część dnia była poświęcona wewnętrznej współpracy z pozostałymi działami i spotkaniom z kontrahentami czy klientami.

Tonęłam w gąszczu maili, deadlinów, asapów. Nie raz coś umknęło naszej uwadze, powodując większe lub mniejsze (jak się teraz mówi) fakapy.

A były to tylko tradycyjne działania BTL – eventy, konkursy, promocje – przygotowywane z wyprzedzeniem i dokładnie zaplanowane. Internet nie był jeszcze ogólnodostępny i popularny, interakcja z konsumentami bardzo ograniczona, a social media nie istniały.

Dzisiaj …

W dobie komunikacji omnichannel, spersonalizowanej komunikacji, przetwarzaniu zmiennych i różnorodnych zbiorów danych, lead scoringu –    nie wyobrażam sobie skutecznego prowadzenia jakichkolwiek działań marketingowych bez wsparcia technologii.

Wierzę w moc automatyzacji marketingu, ale widzę również niebezpieczeństwo, że systemy takie mogą doprowadzić do „rozleniwienia” pracowników marketingu. A to może doprowadzić do błędów w realizacji zaplanowanej strategii.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że pracownicy marketingu chcą ułatwić sobie pracę posługują się jednym przyciskiem, który załatwi za nich wszystko. Myślenie, że wszystko co trzeba zrobić, to na przykład zaplanować treści postów, ustawić auto-responder i czekać na efekty, to duży błąd.

Dlatego przyglądam się nie tylko technologiom wspierającym kontakty z klientami (na przykład Unified Factory -automatyzacja oparta na pamięci asocjacyjnej, o ktorej niedługo napiszę), ale przede wszystkim tym automatyzującym zarządzanie procesem decyzyjnym, współpracą z pracownikami, agencjami i otoczeniem rynkowym (jako przyklad pierwszy polski system do zarządzania marketingiem BrandOriented).

Managera zarządzającego marketingiem powinny interesować także ułatwienia związane z szybką akceptacją działań, monitoringiem ich realizacji i osiąganych efektów. Chociażby po to, by gdzieś po drodze nie zatarła się granica między automatyzacją procesów marketingowych a zadowoleniem klienta. I po to, by spokojnie zasnąć bez gonitwy myśli, czego w pracy nie zrobiłam.

Co by było, gdyby…

Gdybym miała takie narzędzie do zarządzania projektami i zespołem 15 lat temu, na pewno uniknęłabym wielu błędów w koordynacji współpracy z grupą kilkunastu pracowników, 3 agencji i wieloma podwykonawcami.

Największą korzyść z wdrożenia takiego rozwiązania dla szefa marketingu widziałabym w kompleksowości i funkcjonalności oprogramowania: pełny przegląd sytuacji w obszarach planowania, alokacji i kontroli budżetu, realizacji i egzekwowania działań, współpracy z zespołem i kontrahentami.

A co najważniejsze, koniec z asapami, deadlinami czy płaconymi agencji podwójnie „express work”. Koniec ze stresem, że o czymś zapomniałam, nie zaakceptowałam, przeoczyłam. Dlatego tak kocham nowe technologie.

 



Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

zamknij